Od dziecka marzyła o językach i podróżach i swoje marzenie spełniła. Jako gimnazjalistka uczyła angielskiego studentów a japonistykę kończyła mieszkając w Belgii i ucząc się francuskiego. Magda pokazuje, że „Polka potrafi”.

Zapraszam Was na rozmowę z Magdą, autorką serii książek „Polka potrafi”.

 

 

W Twojej książce wyczytałam, że od zawsze pociągały Cię języki obce i podróże. Marzyłaś o poliglotyzmie. Jakie konkretnie znasz języki i na jakim poziomie? No i  jak to się stało, że akurat te, a nie inne.

Od kiedy byłam w szkole podstawowej chciałam mieszkać w innym kraju, uczyć się w obcym języku, mieć znajomych z całego świata – skąd takie marzenia u dziecka z piątej, szóstej klasy? Nie mam, tak naprawdę, pojęcia.

W latach 90., kiedy zaczynałam szkołę, znajomość języka angielskiego była przepustką do „dobrej pracy”, dlatego moi rodzice od początku postawili na ten aspekt mojej edukacji. Angielski od razu mi „podpasował” i, od kiedy pamiętam, jest moim ulubionym językiem. Jako dziecko uwielbiałam np. tłumaczyć książeczki czy przesłuchiwać ulubione piosenki dopóty, dopóki nie udało mi się spisać ze słuchu całego tekstu (Spice girls górą! :)). W wieku dwunastu lat zdałam FCE i dość szybko zaczęłam uczyć dzieci sąsiadów, co przerodziło się w ponad dziesięcioletnią „karierę”. Jako gimnazjalistka udzielałam już korepetycji studentom, w wieku 18 lat zaczęłam uczyć w szkole językowej. Od kilku lat bardzo często – w trakcie podróży, choć nie tylko – łapię się na tym, że myślę po angielsku. W sumie nic w tym dziwnego, skoro 90% tego, co czytam i oglądam jest anglojęzyczne, podobnie jak – do pewnego czasu – większość  tekstów, które pisałam (prowadziłam anglojęzyczne blogi podróżnicze) i rozmów, które odbywałam.

Kiedy w szkole podstawowej dochodził pierwszy język obcy, moja znajomość angielskiego była już na tyle zaawansowana, że wybrałam francuski. Szybko przekonałam się, że nie „leży” mi tak bardzo jak angielski i trochę się zniechęciłam. W gimnazjum przerzuciłam się na włoski, ale po roku zmieniłam szkołę i nie mogłam kontynuować nauki w ten sposób. Uczęszczałam później na zajęcia pozalekcyjne z włoskiego, więc do dzisiaj utrzymuję bierną znajomość tego języka.

W liceum chodziłam do klasy, w której wykładanymi językami były rosyjski i niemiecki, z tego drugiego zdawałam maturę rozszerzoną. Zaraz potem rozpoczęłam studia na kierunku japonistyka. Po dwóch latach wzięłam urlop dziekański i przeprowadziłam się do Brukseli, gdzie uczyłam się francuskiego i hiszpańskiego. Okazało się, że: a) nie taki ten francuski straszny i b) uwielbiam hiszpański. Po powrocie z Belgii uzyskałam tytuł licencjata z japonistyki i ruszyłam podróżować po świecie.

W tzw. międzyczasie miałam krótkie romanse z łaciną (liceum) i chińskim (studia) – oba bez wzajemności. W trakcie podróży byłam w stanie podłapać podstawy m.in. hindi i indonezyjskiego, ale obecnie nie pamiętam więcej niż kilka zdań.

Podsumowując: płynnie posługuję się językiem angielskim. Francuski i hiszpański są na poziomie średnio-zaawansowanym (bardziej zaawansowanym, jeśli pobędę w danym obszarze językowym min. kilka dni).  Językami  włoskim, rosyjskim i  niemieckim operuję bardziej biernie, niż czynnie. Jeśli chodzi o japoński – to jeszcze przede mną. Na studiach uczyliśmy się go w bardzo szybkim tempie i niestety, bez późniejszej regularnej pracy i odświeżania słownictwa (szczególnie w wersji pisemnej), niewiele mi z niego pozostało. Planuję jednak w bliżej nieokreślonej przyszłości pojechać na trochę do Japonii i przypomnieć sobie co nie co.

 

blog językowy

 

Super, trafiłam na prawdziwą pasjonatkę języków :) Na Twoim przykładzie można zobaczyc, że takie całkowite otaczanie się językiem obcym przynosi znakomite efekty. Ale jak właściwie się czułaś ucząc studentów jako gimnazjalistka? Przeważnie odbywa się to w drugą stronę :)

Mam jedno wyraźne wspomnienie z gimnazjum: siedzę na fotelu w swoim pokoju, na przeciwko mnie siedzi dwudziestokilkuletnia studentka prawa, a ja patrzę na wytapetowane na niebiesko ściany i łapię się na tym, jakie to kuriozalne.

Wydaje mi się, że jestem osobą dość poważną jak na swój wiek, przez co nigdy nie miałam problemów z dogadywaniem się z osobami starszymi ode mnie. Jako studentka uczyłam osoby po pięćdziesiątce i też dobrze ze sobą współpracowaliśmy.

Jeśli chodzi o otaczanie się językiem obcym, to uważam to za niezbędne, jeśli chcemy czuć się w nim naprawdę swobodnie. Wbrew przekonaniu niektórych nie uważam jednak, że nie da rady dobrze opanować języka nie wyjeżdżając za granicę. Jasne, bycie w danym obszarze językowym może zdziałać cuda i znacznie przyśpieszyć ten proces, ale nie dyskryminuje to osób, które nie mają ochoty, czasu czy możliwości finansowych do tego, by wyjechać z kraju. Ja angielski opanowałam znakomicie ucząc się go tylko w Warszawie.

blog językowy

 

Ok, czyli język angielski dużo zmienił w Twoim życiu. Dzięki niemu mogłaś zarabiać już jako gimnazjalistka i licealistka, a później także studentka. Jednak chciałabym wiedzieć jaką rolę w Twoim życiu odgrywa język angielski obecnie.

Obecnie jest jego nieodłączną częścią.

Zdecydowana większość książek i artykułów, które czytam; filmów i seriali, które oglądam; muzyki, której słucham; znajomych zza granicy, z którymi się przyjaźnię i rozmawiam – wszystko to dzieje się w języku angielskim. Trzy lata temu, między moimi podróżami, spędzałam w Polsce kilka miesięcy, w trakcie których zorientowałam się, że nawet, gdy jestem w Warszawie, moja rzeczywistość jest anglojęzyczna. Był to czas, w którym spędzałam większość czasu ze znajomymi obcokrajowcami, pisałam po angielsku, myślałam i śniłam po angielsku. Zresztą często czuję się w języku angielskim dużo swobodniej niż w języku polskim. Do tego stopnia, że gdy w 2013 roku miałam wystąpić na TEDxWSB zasmuciłam się, że będę to robić w języku polskim :)

Myślę, że ma to też wiele wspólnego z tym, że – w moim rozumieniu – każdy język (a co za tym idzie, obszar kultury i myśli danego kraju) wydobywa z nas inną część naszej osobowości. Daje też inne środki (słowa, wyrażenia, koncepcje niewyrażone w innych językach) do tego, by mówić i myśleć o świecie oraz naszym jego doświadczaniu. Widzę, jak zmienia się mój ton głosu, gdy mówię po francusku, hiszpańsku czy angielsku. Każdy z nich niesie też dla mnie za sobą inną energię, w którą wchodzę używając różnych języków. Pozwala zwrócić uwagę na inne rzeczy, które wyrażane są chociażby w różnych konstrukcjach zdania czy charakterystycznych dla danego języka słowach-symbolach. Szczególnie, jeśli mówimy o językach rdzennych, np. hawajskim, którym jestem zafascynowana.

 

 

Uczysz się hawajskiego? :)

Nie uczę się go tak, jak uczyłam się wszystkich innych języków – nie korzystam z kursów, słowników czy jakichkolwiek nagrań, nie mam żadnego planu „nauczenia się” czegokolwiek. Bardziej chodzi o to, że rozumiem kolejne słowa i wyrażenia w miarę poznawania hawajskich koncepcji, kultury i filozofii. Język hawajski jest bardzo osadzony w sposobie, w jaki Hawajczycy postrzegają świat, i odwrotnie. Miałam ogromne szczęście zacząć go poznawać w trakcie prawie półrocznego pobytu na Big Island.

 

SONY DSC

 

Prowadzisz taki nomadzki styl życia, który bez znajomości języków byłby raczej niemożliwy. Czy wyobrażasz sobie podróżowanie bez znajomości żadnego języka obcego?

Z jednej strony nie, bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Jednocześnie jednak tak, bo bywałam w miejscach i w krajach, w których moja znajomość angielskiego czy hiszpańskiego na niewiele się zdawała, bo ludzie, których spotykałam nie mówili w żadnym znanym mi języku. Jako że uwielbiam poznawać nowe języki, na krótką metę nie było to problematyczne. Prędzej stwarzało okazję do niezwykle ciekawych interakcji i komunikacji obrazkowej czy opartej na gestach – świetna zabawa i kupa śmiechu! Domyślam się jednak, że w jakiejkolwiek poważniejszej sytuacji brak wspólnie rozumianego języka mógłby być niezwykle frustrujący czy wręcz niebezpieczny.

 

 

Prowadzisz bardzo ruchliwy i ciekawy tryb życia :) Zdradź czy się obecnie zajmujesz i gdzie przebywasz!

Od maja jestem w Polsce i zajmowałam się projektem pt.: „odpoczynek & wyczucie, gdzie, co i jak dalej robić”… W sierpniu sporo krążyłam po Polsce, wrzesień spędzam w Norwegii, Szwecji i Szkocji, a od połowy października chcemy być z chłopakiem na tzw. work trade w Portugalii – właśnie domykamy szczegóły. Jeśli chodzi o moje obecne działania – zbieram materiały do nowej strony www, szykuję się do powrotu do blogowania, prowadzę indywidualne konsultacje ds. kreacji produktu, marketingu dla małych biznesów i self-publishingu. A w głowie nieustannie krąży mnóstwo pomysłów na przyszłe projekty, tudzież rozwój już obecnych. Jednak co z nich wyjdzie i w jakiej formie, to dopiero czas pokaże!

 

Dziękuję Ci za ciekawą rozmowę i życzę sukcesów w dalszych projektach! :)

 

Jeśli zainteresowała Was Magda i to, co robi, to zajrzyjcie koniecznie na jej strony:

Polka Potrafi – książki o spełnianiu marzeń

24h kobiecości

Magda Bębenek

 

 

[spacer style=”1″]

 

Jeśli podoba Ci się ten artykuł, to zapraszam Cię do odwiedzenia kategorii Języki na tym blogu oraz mojego kanału na Youtube o nauce języków. Zapraszam Cię również na Facebook oraz do zapisania się na fajny newsletter do strefy poliglotek (który jeszcze nie działa tak, jak powinien, ale za parę dni już będzie :D)

Podobne artykuły

Strona korzysta z plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies możesz określić w Twojej przeglądarce.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Zamknij