W tym roku nie udało mi się niestety wyjechać na dłuższy urlop, ale to już tradycja, że zawsze z końcem sierpnia gdzieś wyjeżdżamy. Więc tym razem postanowiliśmy uciec od świata chociaż na 3 dni.

Zastanawiałam się nad pojechaniem nad morze lub na Mazury, gdzie nigdy nie byłam. Jednak w końcu wybór padł na Pojezierze Drawskie. Liczyliśmy na to, że będzie tam dużo spokojniej, niż winnych bardziej czynnych turystycznie regionach, i nie zawiedliśmy się.

 

stare drawsko

 

 

Spokojne jeziora, piękne pagórki, łąki i lasy pełne żab i ropuszek a w okół cisza i spokój 🙂

pojezierze drawskie

Mogłam w końcu porządnie odpocząć, pochodzić po lesie, posiedzieć na słoneczku i poczytać. Książki, które mi towarzyszyły to „Biegnąca z wilkami” Clarissy Pinkoli Estes oraz „Mniej” Marty Sapały. Planowałam raczej weekend z „Małym Księciem” w wersji szwedzkiej, ale mi nie wyszło. E-booka wprawdzie kupiłam w szwedzkiej księgarni internetowej i byłam z tego faktu bardzo dumna 🙂 Jednak z braku wersji mobilnej zakupiłam e-publikację, której nie można otworzyć ani na Kindlu, ani na Androidzie. Wrrr. Jeśli ktoś zna jakiś trik, jak to coś można otworzyć inaczej niż na laptopie, to chętnie dam się zainspirować.

Żerdno

Oczywiście obowiązkowym punktem programu było wypożyczenie rowerku wodnego oraz wygłupy i pieszczochy  z miejscową suczką Tajką, z których nie mam żadnych zdjęć 🙁 Generalnie ja zawsze się pcham tam, gdzie jest duży „Zły pies” 😉
A na jezioro wybraliśmy się pod już nadciągającymi chmurami, a później, po relaksującej przejażdżce i obserwowaniu mew łowiących ryby, musieliśmy pędzić na łeb, na szyję w obawie przed szkwałem. Kto wie co znaczy ten wyraz, temu 100 punktów. Ja nie wiedziałam 😀

Żerdno

Żyjątek wszelkich było wszędzie mnóstwo. O ile obecność koników polnych mnie oczywiście nie cieszyła :), o tyle z żab i ropuszek miałam naprawdę radochę. Aż tyle w jednym miejscu nie widziałam jeszcze nigdy! Trzeba było naprawdę stale patrzeć pod nogi, żeby jakiejś nie rozdeptać, bo pchały się na drogi jak głupie. A ja tylko zbierałam i zanosiłam na trawę 🙂

Żerdno

Nigdy Wam jeszcze o tym nie mówiłam, ale kiedy byłam mała hodowałam w akwarium żaby i ślimaki. Miałam zatoczki i błotniarki stawowe, więc te znam bardzo dobrze. Ale nad brzegiem jeziora znalazłam tym razem również inne muszelki, których do tej pory nie znałam. Sprawdziłam, to błotniarka uszata 🙂  Dobra, wiem, co Was błotniarki obchodzą? 🙂

błotniarka uszata

W Siemczynie jest piękny, stary pałac, dokładnie taki, jaki chciałabym kiedyś mieć 🙂 Ładnie bym sobie odnowiła i zamieszkała. Oczywiście po wygranej na loterii 😀

Pałac Siemczyno

Miałam również okazję wskoczyć w moją starą, lecz jak rzadko używaną spódnicę. To spódnica szyta lata temu przez krawcową na potrzeby tańca brzucha. Jeszcze miałam ją w szafie, a że długie kiecki teraz w modzie, to wygrzebałam 🙂

spódnica maxi

Czas spędziliśmy raczej intensywnie, pomijając przerywniki na czytanie. Spacery po lesie, maraton na rowerku wodnym ;), dzika gra w badmintona. W końcu odpoczęłam. Narzekałam tylko lekko na pogodę. Podczas gdy wszędzie indziej było 35 stopni, tam było dużo chłodniej, jak to w lesie wśród jezior. Mój wewnętrzny termometr oszacował, że około 27 stopni 🙂 Więc jeśli ktoś chce uciec przed upałem, to polecam. Strasznie mi się tam podobało, ale ja wolę jednak temperatury ekstremalne. Tzn. ekstremalnie wysokie 🙂

Żerdno

A wy jak lubicie spędzać urlopy i dłuższe weekendy? Lubicie się odciąć od zgiełku czy raczej rzucacie się w wir zabawy? Ja uwielbiam ciche miejsca i przyrodę, im dziksza, tym lepiej. Ale bardzo lubię również zwiedzać miasta. Mam ich jeszcze całe mnóstwo na liście w samej tylko Europie 🙂