Jak nauczyć się języka obcego, pomimo niechęci do nauki języków? Jak ta niechęć wygląda z psychologicznego punktu widzenia? O tym porozmawiałam z Andrzejem Tucholskim, który jako bloger piszący o kulturze, wie najlepiej jak właśnie poprzez kulturę można się języka nauczyć.

 

Wspominałeś niedawno, że nie znosisz uczyć się języków obcych. A jednak tego angielskiego się nauczyłeś, mówisz płynnie, czytasz książki. Nie wszyscy wśród moich widzów i czytelników to osoby, które uwielbiają uczyć się języków. Są też właśnie tacy, którzy tego nie znoszą i mają z tym złe doświadczenia. Czy możesz powiedzieć, jak to było w twoim przypadku? Co zrobiłeś, aby z tym angielskim zaskoczyło?

Poznałem angielski zanim się dowiedziałem, że jest coś takiego jak „inne języki”. Jak byłem mały to Cartoon Network nadawał w Polsce jeszcze po angielsku. Nie rozumiałem, dlaczego postacie nie mówią po polsku, ale w końcu bajki są dosyć proste emocjonalnie, więc szybko łapałem kontekst. Wydawało mi się, że bajki po prostu tak mają 🙂 Potem zacząłem namiętnie grać na różnych starych konsolach. Tam również wszystko było po angielsku. Pytałem się więc o proste słowa rodziców. Inne sprawdzałem czasem w słowniku. Pamiętam, że miałem w przedszkolu prościutkie zajęcia z programem i za nic nie mogłem pojąć, po co uczę się nazw miesięcy, skoro nie ma ich w grach wideo 🙂 Ale – jakoś poszło. Dopiero w liceum zorientowałem się, jak strasznie mam „poszatkowaną” tę wiedzę o drugim języku. Płynnie potrafiłem opowiadać o np. taktyce historycznej z jakiejś strategii a nie bardzo umiałem zbudować zdanie warunkowe, że jeśli będę miał pieniądze, to kupię kilogram bakłażanów. Wypełnianie tych luk było mi potrzebne, ale strasznie nudne. Nie umiałem się zmotywować. Na szczęście oceny zdobywałem niezłe, matura bilingual też poszła pięknie i znowu mogę wrócić do systemu operowania nauką tak, jak sam uznam. Nadal mam sporo dziwnych braków, ale wierzę, że po prostu je „dotrzaskam” kolejnymi latami codziennego używania angielskiego.

 

No to jak wypełniałeś te luki przed maturą, skoro nie mogłeś się zmotywować? 🙂 W swoich nagraniach na Youtube czasami dzielisz się radami, które dostałeś kiedyś od taty. Czy i w tym wypadku pomógł? 

Oboje rodziców od zawsze mi powtarzali, że język to podstawa – to na pewno mocno pomogło. A to że nie jestem zmotywowany mi nie przeszkadza, jestem nauczony ciężko i długotrwale pracować na samej rutynie. Nie potrzebuję weny ani motywacji, by osiągnąć zamierzony cel. Potrzebuję je by ten cel wcześniej wymyślić i – w trakcie – by robić z nim różne nowe, ciekawe rzeczy. Ale sama praca? Takie życie, czasem trzeba pracować 🙂 Uczęszczałem przez jakiś czas na korki, poza tym miałem świetny poziom angielskiego w liceum. Nawet takie leniuchy jak ja musiały coś pojąć. Dwa razy w tygodniu mieliśmy zajęcia z native speakerem, który karał nas za „eeeee” w trakcie wypowiedzi ustnej. Nie pamiętam dokładnie, ale chyba przy dziesiątym „yyyyy” miało się co najwyżej trójkę. Oduczyłem się z siebie wydawać te „myślo-dźwięki” na resztę życia 😉 A i płynność języka się poprawiła.

 

Podoba mi się twoje podejście. Ale powiedz jeszcze coś o tej rutynie. Wspominałeś niedawno, że jedną z najlepszych form nauki czegokolwiek jest powtarzanie i powtarzanie. Zgadzam się, od dawna wiadomo, że repetita iuvant. W przypadku angielskiego pewnie też zastosowałeś tę metodę? Jak wyglądała reszta twojej rutyny?

Z językiem trzeba mieć ciągły kontakt. Żeby o to zadbać po prostu jednego dnia przestałem instalować gry po polsku czy włączać w filmach polskie napisy. Do matury ustnej z angielskiego przygotowywałem się oglądając całe sezony serialu Friends 🙂 Po takim sześciogodzinnym wieczorze ze słuchaniem sześciu gadających po angielsku osób ciężko jest wejść na egzamin bez płynności w myśleniu po angielsku. Podobno bardzo ważne jest też mówienie, dlatego ponawiam: zajęcia z native speakerem przyspieszyły moją naukę o całe lata świetlne. To coś niesamowitego, ile daje powtarzane przez trzy lata, proste polecenie: „to jest temat, a Wy macie dziesięć minut na przygotowanie pięciominutowego speecha”. Przy pięćdziesiątym człowiek się luzuje.

                                  

Fajne. I fajnie, że należysz do generacji „Friends“ 🙂
A jak wygląda sprawa z portugalskim? Interesujesz się przecież kulturą, uwielbiasz Portugalię, mieszkałeś tam przez pół roku i chcesz jeszcze wrócić. Jak myślisz, dlaczego z nauką portugalskiego nie idzie Ci aż tak dobrze jak z angielskim?

Brak celu w postaci filmów, książek, gier połączony z lenistwem: Portugalczycy też mówią po angielsku 🙂 To spora przeszkoda. Po paru miesiącach w Porto w naturalny sposób wzmocniłem regularne lekcje praktyką „ze sklepu” czy „z przystanku autobusowego” i w miarę spokojnie czytałem proste newsy lub zamawiałem jedzenie. Niestety, po powrocie do Polski zrozumienie spadło mi ponownie do zupełnie szkieletowego poziomu. Rozumiem kontekst, rozumiem sprawę, nie rozumiem sensu zdania.

 

Kończysz studia psychologiczne, interesujesz się psychologią pozytywną, więc powiedz co zrobić, aby wyrobić w sobie nawyk regularnej nauki. Moi czytelnicy mają z tym czasem problem i nie dziwię się, bo wprowadzanie zmian nie jest łatwe. Jak można sobie z tym poradzić?

Jedną z najważniejszych sił w życiu człowieka jest nasze własne podejście do życia. Autonarracja, wewnętrzna motywacja, podejście konstruktywistyczne, punkty odniesienia – to różne składowe tego, że człowiek, aby prosperować, musi mieć głębokie i spełniające go zrozumienie, po co w ogóle podejmuje jakieś wysiłki. Dobry przykład to zarobki – gdy w najczarniejszych dniach kryzysu z roku 2008 niektórym milionerom topniały aktywa z 80 milionów dolarów do 20 milionów dolarów, popełniali oni samobójstwa, bo nie wiedzieli jak się z takiej straty podnieść i tracili chęć dalszej walki. A trochę dalej na globie, powiedzmy w Kostaryce, robotnik dostanie podwyżkę miesięczną 10 dolarów (nie „milionów dolarów” a „dolarów”) i jest bardzo zadowolony, bo pozwoli mu to na zwiększenie jakości życia. Jest mało prawdopodobne, że ten robotnik kiedykolwiek będzie miał 20 milionów dolarów, choć pewnie o takim stanie czasem pozwala sobie przed snem pomarzyć.

Dlaczego o tym wspominam – nauka języka to nietypowa forma nauki, bo bardzo długoterminowa. Przypomina trenowanie fizyczne. Gdy człowiek nauczy się efektywnie mnożyć, umie efektywnie mnożyć. Gdy ktoś nauczy się podstaw gramatyki, to nadal ma poczucie, że jest głęboko w lesie, bo język to złożona konstrukcja i same podstawy gramatyki pozwalają mi wyłącznie na zrobienie sztucznych ćwiczeń w jakimś podręczniku, pomijając dalszą naukę. Żeby wytrwać w tak długiej misji, trzeba ją ze sobą poważnie przegadać. Jeśli zrozumie się swoje potrzeby dotyczące innych języków i kultur to 80% roboty za Wami.

Co do samego nawyku – wytrwałośc i powtarzanie. Do pierwszych dwóch wyjść na siłownię zbierałem się po parę godzin. Do dziesiątego i jedenastego już tylko godzinę. Teraz chodzę z automatu, nawet o tym za bardzo nie myślę. Wydaje mi się, że warto zacząć od siedzenia nad materiałami – choćby i jałowo. Ważniejsze jest zbudowanie zwyczaju siedzenia z – powiedzmy – portugalskim co drugi dzień o siedemnastej, niż faktyczna nauka. Jak już ktoś będzie te 3 razy w tygodniu patrzył się w książkę to nauka sama przyjdzie 🙂

 

No dobrze, ale dlaczego jest tak, że ktoś potrafi zmusić się do tych pierwszych paru razy, a ktoś inny nie? Mimo że też przecież chciałby się nauczyć. Nasz mózg działa bardzo ekonomicznie, trudno go zmusić do czegoś, co on uważa za niepotrzebne. Ludzie wolą np. powiedzieć sobie, że nie mają talentu, zamiast podwinąć rękawy i wziąć się do roboty. Jak to zmienić?

Po pierwsze – dlaczego choć ludzie chcą się nauczyć, to niektórym się chce a niektórym nie. Sprawa jest prosta – niektórzy ludzie chcą umieć. A „umieć” to co innego niż „nauczyć”. Z tego samego powodu tysiące ludzi kupuje sobie w liceum gitary a potem świetnych rockowych debiutów jest rocznie raptem parę, kilkanaście 🙂 Ja też bardzo chciałbym „umieć” grać solówki bijące na głowę dokonania Richiego Sambory, ale nie jest to coś, czemu jestem skłonny poświęcić lata życia, więc w efekcie nie chce mi się „nauczyć”. Mam inne priorytety. Będę słuchał Richiego z płyt i się cieszył, ale sam na scenie raczej nie zagram. Dlatego tak ważne jest bycie bardzo samoświadomym w kontekście swoich celów, aspiracji i marzeń.

Druga kwestia – dlaczego ludzie wolą powiedzieć sobie, że nie mają talentu, zamiast wziąć się roboty. Tutaj gra parę instrumentów. Z jednej strony człowiek uwielbia bronić swojego poczucia własnej wartości, więc jeśli nie chce mu się czegoś zrobić, to pewnie wymyśli ciekawą wymówkę, dlaczego nie *może* tego zrobić. Ponadto pewnie zastosuje jakieś utrudnienia, aby wymówka miała sto procent sensu w każdych warunkach – przykładowo, jeśli zajęcia językowe w jego mieście są tylko w środy o osiemnastej to zapisze się na programowanie o siedemnastej – „no nie mam jak się wyrobić”. Z drugiej strony może brakuje im pewności siebie, by powiedzieć: interesuję się tym, ale chcę pozostać na amatorskim poziomie, bo mam inne pomysły na siebie i hierarchię działań.

 

Ok, czyli że nie każdy musi chcieć tego samego. Jeśli tego nie chcesz, to to też jest ok i nie jest powodem do czucia się gorszym. Tak?

Dokładnie. To trudna do zbalansowania sprawa. Prywatnie jestem fanem spędzania czasu w otoczeniu ludzi lepszych i mądrzejszych ode mnie, bo dzięki temu odczuwam mocne tarcie i zależy mi, żeby jak najsilniej starać się dociągnąć do ich poziomu, do ich grona. Ale jeśli dla kogoś takie tarcie jest powiązane z przesadnym dyskomfortem to nie ma co się zarzynać. Każdy musi sam ze sobą ustalić, czy ważniejszy jest dla niej, dla niego progres czy też samopoczucie. Ja od niedawna próbuję nauczyć się także tej „milszej” strony życia 🙂

Swoją drogą, fajną rzecz zauważyłaś – „czucie się gorszym” zakłada porównywanie się do kogoś, kto wywołuje w nas taką negatywną myśl. Jak się mądrze dobierze sobie osoby, co których się porównujemy, to motywacja potrafi być prawie zupełnie pozbawiona negatywnego poczucia „bycia gorszym”. Spotkałem w życiu kilka osób, z powiedzmy, że związanych z moimi zainteresowaniami dziedzin, i w ich otoczeniu regularnie czułem się gorszy, choć poziom mieliśmy podobny. A z drugiej strony poznałem sporo ludzi O WIELE wyżej ode mnie, przy których to oczywiste, że jestem „gorszy”, ale nigdy się taki nie czułem. Czułem się wyłącznie „wcześniej na tej samej drodze” 🙂

 

Andrzej, dzięki za inspirującą rozmowę! Życzę Ci jak najczęstszego obcowania z ludźmi, którzy Cię pozytywnie motywują.

To ja dziękuję 🙂

 


Jeśli jeszcze nie znacie Andrzeja, to zajrzyjcie na jego blog jestkultura.pl oraz na fajny kanał, na którym Andrzej rozpracowuje różne ciekawe tematy, między innymi na temat uczenia się.

 


A jeśli jeszcze nie znasz mojego kanału o językach obcych, tego zapraszam TUTAJ

Jeśli chcesz być informowana o nowych postach i nagraniach, to polub moją stronę na Facebooku  TUTAJ i upewnij się, że będziesz widzieć wszystkie powiadomienia. W tym celu kliknij w pole „lubię to” a następnie zaznacz tam „otrzymuj powiadomienia”. W ten sposób żaden post Ci nie umknie. Zachęcam Cię też do zapisania się na newsletter poniżej.

 


Jeśli podobał ci się ten artykuł, to może zainteresują cię podobne:

5 błędów popełnianych przez osoby uczące się języka obcego
Jak skutecznie uczyć się słownictwa w języku obcym
Jak uczyć się gramatyki języka obcego?
Jak uczyć się prawidłowej wymowy w języku obcym
5 fajnych i darmowych stron pomagających w nauce języka obcego
5 powodów dlaczego warto pisać dziennik w języku obcym
O czym marzyłam będąc małą dziewczynką
Rozwiązywałam ćwiczenia z gramatyki, jak inni rozwiązują krzyżówki – rozmowa z Anną Mularczyk-Meyer
W nauce języków obcych sprawdza się odwaga – rozmowa z Matyldą Kozakiewicz