Często dziwicie się, skąd mam tyle energii i zapału do pracy i nauki języków oraz innych nowych rzeczy. Odpowiedź jest bardzo prosta. Jest to po prostu odpowiednie odżywianie. Byłam kiedyś chora i wiecznie zmęczona, traciłam włosy i miałam bardzo suchą skórę. I to właśnie odpowiednia dieta mi pomogła.

Odkąd nagrałam video na temat skutecznej nauki i wspomniałam w nim o tym, że nauka jest bardziej skuteczna wtedy, kiedy jest wpierana odpowiednim odżywianiem, dostaję wiadomości i prośby o bardziej konkretne opowiedzenie o moim sposobie odżywania.

Moja krótka historia
Niestety po wielokrotnych i wielomiesięcznych kuracjach ogromnymi dawkami antybiotyków moje jelita były absolutnie wykończone i nie trawiły niczego. Oczywiście również powody kuracji antybiotykowych były spowodowane złym odżywianiem, naprzemiennie wegańskim i wegetariańskim. Nigdy nie mogłam jeść produktów mlecznych, mimo tego, zawsze jadłam ich bardzo dużo. A przez wszystkie lata, kiedy byłam na diecie wegańskiej (jakieś siedem czy osiem lat) jadałam wszystko to, czego się nie powinno. Czyli wszystkie różnego rodzaju „zdrowe” produkty, które oczywiście wcale nie są zdrowe, bo są np. wysoce przetworzone. Czyli różnego rodzaju płatki, hektolitry mleka sojowego (po co komu takie ilości białka???), czy zastępniki mięsa czy sera (fuj!). Fakt, że coś jest wegańskie, nie znaczy, że jest zdrowe. Jeśli zawiera cukier lub inne substancje słodzące, nie wyrosło samo – to jest przetworzone i nie nadaje się do spożywania. Teraz dieta wegańska jest bardzo modna, a ja się łapię za każdym razem za głowę, kiedy widzę, co ludzie na tej diecie jedzą. Dlaczego? Bo… I’ve been there :) Przeżyłam to, przetestowałam wszystko, jeszcze w czasach, kiedy w Polsce nikt nie wiedział co to jest mleko sojowe, co to jest laktoza, już nie mówiąc o jakimś seitanie, który jest skondensowanym glutenem w czystej postaci. Z roku na rok byłam coraz bardziej chora, miałam coraz więcej chorób autoimmunologicznych różnego rodzaju, coraz więcej spałam, coraz częściej chorowałam i nabawiłam się galopującej anemii. Nie chcę, żeby ktoś mnie źle zrozumiał. Dieta wegańska jest przecież zdrowa, jeśli stosowana mądrze. Jednak produkty przetworzone zawsze będą produktami przetworzonymi i jedzenie Frankensteina nigdy nie będzie działać na nasza korzyść. No więc jak wygląda teraz moja dieta?

Co jem zeby miec wiecej energii

Dieta eliminacyjna | Dieta paleo
Po kilkuletnich zmaganiach z nietolerancjami mogłam powoli jeść coraz więcej rzeczy. W tej chwili nadal na wiele warzyw i szczególnie owoców mogę zareagować bardzo źle, dlatego przede wszystkim te drugie muszę dość mocno ograniczać. Stosuję protokół autoimmunologiczny, jednak jeszcze bardziej restrykcyjny niż w zaleceniach. Coś w rodzaju diety paleo, tylko takiej prawdziwej, z dodatkowo bardzo ograniczonym białkiem zwierzęcym. Nie lubię mięsa, nie chcę jeść zwierząt, ale tak ze dwa razy w miesiącu po prostu niestety muszę. Dlaczego? Dlatego, że nie mogę jeść nic, co mogłoby to zastąpić. Czyli ani żadnych zbóż (tak: ryż i kukurydza to też zboża), ani orzechów czy nasion, ani jaj, ani produktów mlecznych (zauważ, że odpadają tutaj również wszystkie oleje i masło :D). Jak widzisz, wybrzydzać raczej nie mogę. Mogłoby się wydawać, że na takiej diecie bardzo cierpię :) Ale jest wręcz przeciwnie. Czuję się bardzo dobrze, mam tylko mały problem z jedzeniem w restauracjach. Staram się tego raczej unikać i tyle. Oczywiście nie uważam, żeby mój styl odżywiania był dobry dla każdego.  Kilkanaście lat studiowania wszystkich zagadnień, wypróbowywania dosłownie wszystkie i obserwacji mojego organizmu pozwoliło mi dojść do wniosku, że każdy jest inny i nie ma systemu odżywiania odpowiedniego dla każdego. Każdy musi znaleźć go sam. Komuś mogą szkodzić zboża, innemu sery a jeszcze innemu jabłka. Ale są pewne zasady, których się trzymam zawsze i które każdemu polecam.

Zero produktów przetworzonych
Czyli nic, co zostało wyprodukowane przez człowieka i jest do kupienia w opakowaniu. Nie mówię tutaj o jakiejś gotowanej fasolce, gdzie dodatkiem jest tylko woda i sól morska czy o paczce suszonej soczewicy. Tylko o różnych produktach sprzedawanych jako „zdrowe”. Tego jest mnóstwo. Być może komuś nie szkodzą produkty mleczne, ale warto wtedy spojrzeć na etykietkę i poczytać. Czy ten jogurt naprawdę jest tak „naturalny”, jak piszą na opakowaniu, czy jest zrobiony z mleka w proszku? Ten drugi przypadek występuje częściej :) Czy naprawdę trzeba jeść mus jabłkowy zamiast jabłka? A nie można samemu zetrzeć tego jabłka? Czy trzeba koniecznie jeść jakąś przetworzoną soję? Czy jajecznica zrobiona z tofu jest zdrowsza niż normalna, bo wegańska? Jajko przynajmniej jest naturalne. Czy jeśli nie możesz jeść glutenu, to myślisz, że zrobisz sobie dobrze jedząc te bezglutenowe dziwactwa? Te bezglutenowe ciastka z mnóstwem cukru i kilkoma rodzajami mąki i innymi ciekawymi dodatkami? Czy w chlebie serio musi być guma? Czy w chlebie naprawdę muszą być jakieś płatki ziemniaczane? O tym mówię.

Cukier
Cukier jest po prostu produktem przetworzonym i nawet jeśli jest surowy (bo taki też można kupić) to nic nie zmienia. W dalszym ciągu jest dziwactwem. Zjedzenie trzciny cukrowej byłoby męczące, trwałoby długo i nie można by było aż tyle tego zjeść. A tutaj hop – wszystko dostajemy skondensowane: ogromne ilości jakiejś substancji zamknięte w małej objętości. To samo dotyczy wszystkich możliwych zamienników cukru. Ja cukru nie jem pod żadną postacią już od kilku lat i na brak energii nie narzekam, wręcz przeciwnie. Nawet gdybym mogła pić kawę, to i tak… nie mogłabym jej pić. Bo u mnie wypicie kawy daje taki efekt, że nie mogę już się na pracy skoncentrować, tylko chce mi się biec sprintem na księżyc. Aż tyle energii mi nie jest potrzebne ;) A jest to spowodowane tym, że ja po prostu mam strasznie dużo energii w ciągu dnia, zawsze. Nawet jeśli się nie wyspałam. Mogę być zmęczona, ale co mam zrobić, to zrobię. I nawet nie ziewnę!

Alkohol
To chyba jest oczywiste :) Nie interesuje mnie kto pije i dlaczego. Ja nie piję alkoholu. Nigdy. Nieważne jak małe by to nie były ilości, to jest trucizna. I alkohol nie jest produkowany po to, żeby komuś pomóc, żeby komuś zrobić dobrze. Nie tylko szkodzi, ale i uzależnia. A im więcej uzależnionych, tym więcej pieniędzy dla tych, którzy tę truciznę produkują. Oczywistym jest również, że po alkoholu samopoczucie jest co najmniej kiepskie ;) Nie mogę zrozumieć, dlaczego miałabym pić w moje urodziny czy w Sylwestra. Żeby sobie te dni popsuć? I kilka następnych? Umiem się doskonale bawić i wygłupiać bez alkoholu. O czym można się przekonać na moim Instagramie. O! Choćby tutaj!

To co ja właściwie jem?
Przede wszystkim warzywa. Nie chcę wymieniać jakie, bo to przecież tutaj nie jest istotne. Moim ulubionym warzywem jest zdecydowanie dynia hokkaido. Uwielbiam też platany, czyli banany warzywne do gotowania. Używam tylko oleju kokosowego nie rafinowanego. Większość żywności, którą kupuję, to żywność  z upraw ekologicznych. Jeśli akurat nie ma wariantów ekologicznych, albo mój ekologiczny sklepik świeci pustkami, to decyduję się na konwencjonalne zastępniki. Używam ziół, uwielbiam rozmaryn i bazylię, majeranek, oregano. Staram się mało solić, a jeśli już solę, to tylko solą morską lub rzadziej tą himalajską. Jem również sporo kiszonek, kapusty i ogórków. Piję dużo wody, przeważnie ciepłej. Nabrałam tego przyzwyczajenia przez medycynę chińską i tak zostało. Może się wydawać, że jest to bardzo drogi sposób odżywiania. Nie sądzę. Biorąc pod uwagę, że nie kupuję alkoholu, papierosów, słodyczy, dziwnego „jedzenia”, dziwacznych napojów, kosmetyków czy ubrań, to mogę sobie spokojnie pozwolić na dobre i odżywcze jedzenie. I jestem pewna, że wychodzi mnie to taniej. Nie mówiąc już o całym leczeniu, na które wydałam swojego czasu wszystkie pieniądze. W dłuższej perspektywie zdrowe odżywianie się zawsze opłaca. A to niezdrowe w ogóle nie jest odżywianiem.
Gotowanie zdrowo naprawdę nie jest skomplikowane i nie wymaga dużo czasu. Ja tylko kroję warzywa, wrzucam na patelnię razem z olejem kokosowym, czasami dodaję trochę wody, dodaje zioła, przykrywam. I od czasu do czasu podchodzę, żeby przemieszać. Do pół godziny jest wszystko gotowe. Natomiast na śniadanie jem często shake’i, przeważnie z awokado i bananami, dodaję po prostu wody i coś zielonego, na przykład pietruszkę. Pietruszkę można też kupić już zmieloną, nie koniecznie trzeba mieć w domu hodowlę ;) To wszystko jest dziecinnie proste, szybkie, pyszne i nie szkodzi.
I na koniec jeszcze jedna moja zasada: nie jeść za dużo! :D Ja uwielbiam jeść, ma być dobre i ma być dużo :D Ale właśnie nie powinno. Takim moim jedynym grzeszkiem dietetycznym jest przejedzenie się i czasem mi się zdarza. Ale panuję nad sobą i pilnuję się :)

Jeśli chcesz konkretne przepisy, to postaram się je przygotować. Ale już próbowałam wiele razy nagrywać to, co gotuję. I zawsze o czymś zapomnę, tzn. zrobię coś i zapomnę jakąś część nagrać. Albo zdążę zjeść zanim sobie przypomnę o nagraniu :D Ale ja blogować nie umiem, wystarczy, że znam się na językach :)

Skąd masz wiedzieć, czego nie możesz jeść?
Są różne sposoby na dowiedzenie się tego. Można wprawdzie zrobić test na nietolerancje, ale ja robiłam już kilka różnych, w Polsce ten największy, a w Niemczech robiony przez mojego gastroenterologa. I mogę powiedzieć, że to nie zawsze do końca się zgadza. Czasami można jeść produkty, które widnieją tam, jako te wywołujące nietolerancje, a czasem nie można jeść innych, które są tam wymienione jako bezpieczne. Dlatego najlepiej jest po prostu stosować dietę eliminacyjną i obserwować reakcje. Przy bardzo czystej diecie organizm reaguje natychmiast, nawet kilkanaście minut po zjedzeniu tego, co szkodzi. Można też spróbować kilka razy po dłuższych przerwach i sprawdzić, czy to na pewno jest ta substancja. Nie mogę Ci powiedzieć, jak masz rozpoznać negatywną reakcję, bo każdy jest inny. Czasem to może być natychmiastowy ból głowy, czasem ból stawów, wysypka, trądzik, atopowe zapalenie skóry, infekcja gardła, inne różnego rodzaju infekcje, wypadnięcie sporej ilości włosów, sucha skóra, szybkie bicie serca, podwyższona temperatura – no cokolwiek!

W każdym razie, jeśli dostarczasz swojemu organizmowi substancji odżywczych, a nie dziwacznych zamienników albo produktów przetworzonych i cukru, to będziesz mieć mnóstwo energii i tym samym mnóstwo ochoty do nauki nowych rzeczy. Nie ma chyba nic bardziej demotywującego niż popołudniowe rozmemłanie albo wieczne zmęczenie. Oczywiście, że to drugie może mieć również inne przyczyny, np. psychiczne (depresja), ale nie o tym tutaj mówię.

A to jest video, w którym mówiłam właśnie o tym, co zrobić, aby nauka języka była bardziej skuteczna:

 

Jeśli jeszcze nie subskrybujesz mnie na Youtube, Instagramie (tam jestem codziennie i publikuję krótkie filmiki z fajnymi wyrażeniami z języka angielskiego) i na Facebooku, to bardzo mi będzie miło, jeśli dołączysz do mojego grona stałych widzów. A w moim newsletterze w Strefie Poliglotki dostaniesz listę kilkudziesięciu pomysłów na naukę i ćwiczenie języka obcego, a ponadto będziesz czasem dostawać fajne, i ponoć bardzo motywujące maile.

 

 

 

 

 

Strona korzysta z plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies możesz określić w Twojej przeglądarce.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Zamknij